>   Blog
Spotkać mistrza
1 stycznia 2019, 07:43

Ferruccio Laviani to jeden z najsłynniejszych współczesnych designerów, znany z awangardowych, niezwykłych projektów. Co najmniej kilka z nich zajęło ważne miejsce w historii wzornictwa i stało się "ikonami designu". Laviani zaczynał karierę na przełomie lat 70. i 80. Od 1991 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego marki Kartell, wcześniej pełnił podobną rolę w markach takich jak Flos, Foscarini, Moroso, Emmemobili. Zajmuje się także grafiką użytkową, projektowaniem przestrzeni komercyjnych, prywatnych mieszkań i rezydencji. Realizuje projekty dla największych światowych marek.

Miałam zaszczyt spotkać się i porozmawiać osobiście z projektantem jesienią 2018 roku. Poniżej zapis naszej rozmowy.

Ferruccio Laviani i ja tuż przed naszą rozmową

Ewa Mierzejewska: życiu zawodowym pełni pan wiele funkcji: dyrektora artystycznego, projektanta form przemysłowych, projektanta wnętrz, architekta. Jak daje pan sobie radę z tym wszystkim? Jak udaje się godzić te wszystkie obowiązki na co dzień?

Ferruccio Laviani: To wcale nie jest takie skomplikowane. Kilkadziesiąt la temu, kiedy zaczynałem karierę, było to zupełnie naturalne. Dyscypliny takie jak architektura i design przenikały się bardziej niż dziś. Młody człowiek szedł na architekturę, a po studiach od razu zaczynał projektować przedmioty - i to była norma. Miałem ogromne szczęście, bo już w wieku 23 lat mogłem pracować z takimi gwiazdami jak Michele De Lucchi. Choć miałem wykształcenie architektoniczne, od razu zacząłem działać jako projektant mebli. W tym czasie zacząłem też tworzyć pierwsze projekty graficzne i pracowałem w reklamie, także jako fotograf. Generalnie robiłem wszystko, do czego potrzebne były umiejętości manualne - pamiętajmy, że wtedy nie było komputerów, które upowszechniły się dopiero w końcówce lat osiemdziesiątych.
Dzięki tym pierwszym doświadczeniom w różnych dziedzinach łatwo mi teraz krążyć między nimi. To mnie cieszy, ponieważ gdybym mógł pracować tylko jako architekt lub tylko jako projektant lamp, to prawdopodobnie szybko bym się znudził. Poza tym jeśli czegoś się uczę w jednej dziedzinie, na przykład w architekturze, potem wykorzystuję to w projektowaniu mebli. Bo wszystko jakoś się łączy.
Ponieważ wciąż zmieniam pola działania, zmieniam też perspektywę. To powoduje, że nie powtarzam się, nie stosuję jednakowych rozwiązań. Innym twórcą jestem, gdy pracuję dla Kartella, a innym, gdy tworzę coś dla Foscarini czy dla Flos, choć przecież te trzy firmy produkują mniej więcej to samo [lampy - przyp. E.M.] Potrafię jednak dla każdej z nich stać się inną osobowością. To bardzo ważne w mojej pracy.

Lampy firmy Foscarini: "Orbital" i "Tuareg"

E.M.: Wiele z pana projektów było bardzo odważnych. Zdarzało się, że wywoływały prawdziwe burze... Czy sądzi pan, że spośród wszystkich najbardziej rewolucyjna była lampa "Bourgie" zaprojektowana dla Kartella?

Ferruccio Laviani: Oczywiście lampa "Bourgie" jest wciąż najbardziej znanym moim projektem. Nie bez znaczenia jest fakt, że została stworzona dla dużej firmy, która zainwestowała sporo w jej promocję. Czy była najbardziej znaczącym z moich projektów? Tak, ale takich mocnych punktów było w mojej karierze więcej. Na przykład jestem bardzo dumny z lampy "Orbital" dla Foscarini. Ona także odniosła spory sukces.

E.M.: Co więcej, stała się ikoną designu.

Ferruccio Laviani: To prawda. Jest też ikoną samej firmy Foscarini. Mówimy o produkcie, który powstał w początku lat 90. XX wieku, czyli ma już około 30 lat! Dopiero później powstała "Bourgie". Wiąże się z tym ciekawa historia. Otóż to ja namówiłem ówczesnego szefa firmy Kartell na to, by znowu inwestował w lampy, by powrócił do lamp. No i opłaciło się.

Lampy z linii "Bourgie", Kartell

E.M.: A moimi ulubionymi pana projektami są komody tworzone dla Emmemobili: "Evolution", "Tudor", "Arlequin"...

Ferruccio Laviani: Ja również bardzo lubię kilka rzeczy z Emmemobili. Proszę zauważyć pewien szczegół: Emmemobili jest dużo mniej znaną i mniej zamożną marką niż Kartell. A jednak właściciele Emmemobili zgodzili się na to, bym projektował dla nich meble z drewna przetwarzanego za pomocą bardzo trudnych, skomplikowanych procesów. Podążyli za mną, uwierzyli w moje wizje. Szczególne miejsce w moim portfolio dla Emmemobili zajmuje "Arlequin", który jest swojego rodzaju manifestem moich upodobań. Jego forma wynika z moich wszechstronnych doświadczeń.

Komoda "Arlequin" marki Emmemobili

E.M.: Jak z biegiem lat zmieniło się pana podejście do projektowania przedmiotów, jeśli się w ogóle zmieniło? Czy jest pan dziś bardziej konserwatywny, czy przeciwnie, bardziej odważny niż kiedyś?

Ferruccio Laviani: Z biegiem lat czuję się przede wszystkim coraz bardziej profesjonalny w tym, co robię. Kiedy dziś tworzę jakiś nowy projekt, na przykład dla Kartella, to od razu mam dużo większą świadomość użyteczności, możliwości materiału itd. Jednak staram się, by ta wiedza nie ograniczała mnie, nie blokowała mojej kreatywności. Kiedy dostaję od jakiejś firmy zamówienie na produkt, prawie natychmiast wiem, ile będzie on kosztował w sprzedaży detalicznej. Ale staram się na tym nie skupiać, nie chcę o tym za dużo myśleć, bo to zabiłoby moją kreatywność. Poza tym mój sposób projektowania nie zmienił się jakoś szczególnie od czasów, gdy byłem młody i początkujący. Po latach zauważyłem tylko jedną prawidłowość: pierwszy pomysł, który przchodzi mi do głowy, jest zazwyczaj najlepszy.

E.M.: Chciałabym zapytać jeszcze o trendy. Na ostatnich targach w Mediolanie aranżację stoiska Kartella zdobił ogromny napis: "PATTERN". Wiele prezentowanych przedmiotów rzeczywiście było we wzory. Czy to znaczy, że desenie wracają do wnętrz? Pytam, bo przez ostatnie lata nasze nowoczesne wnętrza były niemal całkowicie pozbawione deseni.

Ferruccio Laviani: Z całą pewnością teraz rządzi kolor, a nie wzór. Mówiąc "kolor", mam na myśli głównie róż i czerwień. Tak, czerwień wraca, to nie ulega wątpliwości, więc bądźmy na to gotowi (śmiech). A jeśli chodzi o róż, to szczerze mówiąc, ten odcień wywołuje już u mnie mdłości.
Jestem wielkim zwolennikiem deseni, zaczynałem pracę projektanta w Grupie Memphis, znanej z szalonych wzorów i barw. Potem to się skończyło, a cały design został zdominowany przez prostotę, minimalizm. Ja jednak przez całe życie pracowałem ze wzorami, pewnie dlatego, że byłem i pozostałem też grafikiem. Wczoraj odwiedziłem wasze Muzeum Narodowe i oglądałem wystawę polskiego designu. Zakochałem się w tych wzorzystych tkaninach sprzed kilkudziesięciu lat. Widać w nich powiązania między grafiką użytkową, meblami i wnętrzami. Ale niestety widać też coś jeszcze: otóż ze wzorami zawsze jest taki kłopot, że są odzwierciedleniem stylu danej chwili. Moda na rodzaj deseni zmienia się dość szybko. Tymczasem gładka, pozbawiona jakikolwiek wzorów płaszczyzna jest ponadczasowa.
 

Wywiad odbył się podczas Targów Wnętrz i Designu Mood Concept, w październiku 2018 r. Warszawie. Wywiad nie był autoryzowany.

Tak sobie siedzimy i dyskutujemy...

KOMENTARZE
Relacje i testy video
TOP miesiąca
POLECAM W INTERNECIE
Jedyny w Polsce magazyn o nowych technologiach w domu
http://dominteligentny.pl
Inteligentnie i błyskotliwie napisany blog, dzięki któremu zrozumiałam, na czym polega praca architekta
http://www.prostyplan.pl
Tu można obejrzeć skrócone wersje moich programów telewizyjnych
http://www.domoplus.pl/nasze-programy/produkcje-domoplus
Świetny magazyn internetowy o designie, sztuce i architekturze
http://www.designboom.com