>   Elektronika
Roboty w akcji
16 maja 2016, 03:42

Ja sobie odpoczywam, a obok robot sam myje okno. Fantazja? Nie! Mam w domu dwa takie roboty marki Hobot i z zapałem je testuję od prawie trzech tygodni. Wszystkie okna w domu już lśnią. Mój mąż jest zafascynowany nowym wynalazkiem. Ma nawet pomysł na hasło reklamowe: "Jeśli chcesz, żeby to mężczyzna mył okna w domu, kup mu Hobota!"

Roboty są dwa. Pierwszy to model Hobot 268. Wygląda tak: 


Hobot 188 jest nieco mniejszy, ma inny kształt. Oto on: 

Roboty marki Hobot poznałam w kwietniu, podczas ostatnich Targów Dom Inteligentny 2016 w Krakowie, gdzie, jak pamiętacie, organizowałam własną STREFĘ DESIGNU ewa & wnętrze. Na targach, z przyczyn technicznych, roboty wędrowały po ścianie z gładkiego tworzywa, nie po szybach. Postanowiłam wypróbować je w "warunkach naturalnych" i dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora urządzeń mogłam to postanowienie wprowadzić w czyn.

Teraz cieszę się "hobotami" jak dziecko. Ostatnio zawiozłam je do mamy i umyłam jej okna połaciowe, które naprawdę ciężko się myje, zwłaszcza z zewnątrz. Bo atrakcja polega nie tylko na tym, że Hobot oszczędza nasz czas, ale także na tym, że dzięki niemu możemy bez problemu wyczyścić powierzchnie trudno dostępne. Zasięg jego działania jest duży: kabel elektryczny ma długość 4 m, a można do niego jeszcze podłączyć przedłużacz.

Jak się może domyślacie, Hobot nie czyści tylko okien. Sprawdza się również w czyszczeniu ścian pokrytych glazurą, podłóg, szklanych stołów, a także kabin prysznicowych (!) Warunek: powierzchnia musi być gładka i sucha.
 


Hobot pochodzi z Tajwanu. Dwa modele robotów tej marki można już kupować w Polsce. Dystrybutorem jest polska firma Prorobotica. Od razu podam ceny: Hobot 188 - 1399 zł, Hobot 268 - 1499 zł. Czy ten sprzęt jest wart swojej ceny? Moim zdaniem - tak. Dość powiedzieć, że znaleźli się już nabywcy wśród moich sąsiadów. 

Ale zacznijmy od początku, czyli od tego, jak to działa. Użytkowanie robota jest bardzo proste, co w dobie zaawansowanych, lecz nader skomplikowanych technologii, uważam za wielki atut. Tu wystarczy kilka ruchów:

1. Przyłączamy kabel do gniazdka.
2. Spryskujemy płynem do mycia szyb ściereczki czyszcące z mikrofibry, znajdujące się na spodzie robota.
3. Przyciskamy do szyby i naciskamy przycisk start na urządzeniu. Robota wydeja charakterystyczny dźwięk podobny do pracy małego odkurzacza. Wtedy możemy go puścić, bo już sam mocno trzyma się szyby.
4. Naciskamy start na pilocie. I już!

Teraz mamy dwa wyjścia: albo pozwalamy robotowi na samodzielną pracę, albo za pomocą pilota sterujemy nim, aby posuwał się w takim kierunku, jaki mu zadamy. Jeśli wybierzemy pierwszą opcję, urządzenie samo oceni, jaki "teren" ma do dyspozycji, i będzie się po nim poruszało metodycznie i konsekwentnie, centymetr po centymetrze, według własnego planu. 


Druga opcja potrzebna jest wtedy, gdy zależy nam na skierowaniu robota w konkretne miejsce, na przykład wtedy, gdy chcemy umyć tylko fragment okna lub gdy mamy wrażenie, że robot powinien domyć wybrane miejsce (rzadko, ale zdarza się, że moje roboty nie dojeżdżają do samego brzegu okna i muszę je tam posyłać). 

Hobot 268 przesuwa się po płaszczyżnie ruchem ciągłym, zaś Hobot 188 ma dwa pierścienie, które się osobno poruszają. Wygląda to trochę tak, jakby jeden pierścień mył, a drugi po nim "poprawiał". Ze względu na odmienny rodzaj ruchu, wydaje mi się, że model 268 jest lepszy przy dużych, prostokątnych powierzchniach (szklane ściany, duże okna). Model 188 polecam zaś do powierzchni o nietypowych kształtach (np. trójkątne okna, okrągły stół).


Proces czyszczenia w obu przypadkach jest identyczny i polega na przesuwaniu się po szybie ściereczek z mikrofibry nasączonych płynem - to może być płyn do mycia szyb, byle był jak najlepszej jakości, ja używałam Clin. Kiedy ściereczki są zabrudzone, trzeba je przewrócić na drugą stronę, ewentualnie wymienić (w zestawie jest kilka) albo uprać (bardzo szybko schną).


Dzięki wbudowanym czujnikom robot nie tylko wie, jaką powierzchnię ma do umycia, ale także wykrywa brzegi np. stołu. Od krawędzi odsuwa się natychmiast - i pędzi w drugą stronę. Po zakończeniu pracy zatrzymuje się i sygnalizuje dźwiękiem, że musimy go ściągnąć z szyby.

No właśnie. Pierwsze pytanie, które nasunęło mi się, gdy zobaczyłam roboty: dlaczego one nie spadają? Odpowiedź jest następująca: ponieważ każdy z nich ma specjalny silnik próżniowy, który zasysa powietrze. Ponadto oba roboty posiadają zasilanie awaryjne, które pozwala im na trzymanie się okna do 30 minut po zaprzestaniu pracy, nawet bez dopływu energii elektrycznej (to na wypadek przerwy w dostawie prądu). 

Dodatkowo w każdym zestawie jest długa linka zabezpieczająca, którą z jednej strony przywiązujemy do urządzenia, a z drugiej do jakiegoś stabilnego uchwytu, np. do poręczy, nogi od stołu. Dzięki niej zmniejszamy ryzyko upadku do zera. Ja używałam linki tylko do mycia okien z zewnątrz. Wcale nie z obawy, że robot spadnie podczas pracy. Ryzykowna była praca... moich rąk - a nuż robot mi się "wymknie" podczas przytwierdzania, zanim jeszcze przyssie się do szyby? Zabezpieczałam się zatem przed własną niezręcznością.


Na pewno jesteście ciekawi, jakie były efekty pracy obu robotów w moim domu. Jak zwykle w przypadu mycia okien najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy zostały smugi. Taaak, smugi to coś, co sprawia, że nienawidzimy mycia okien, prawda? Otóż smugi po "hobotach" zasadniczo nie zostawały. Ale muszę uczciwie przyznać, że były dwa wyjątki:

1. kiedy jakieś okno było tak STRASZNIE brudne, że już niewiele było przez nie było widać - wtedy musiałam "puszczać" robota dwa, a nawet trzy razy (oczywiście za każdym użyciem robota ma on mniej pracy, więc później szyby są nieskazitelne od razu),
2. kiedy zapomniałam zmienić ściereczki i były już zbyt brudne, żeby cokolwiek umyć.

Jednak nie mam o to pretensji do "hobotów". Przecież dokładnie te same problemy występują, gdy sama myję okna! Gdy okno jest już tak dawno nie myte, że wygląda jak przykryte szarą pończochą, też muszę je umyć kilkakrotnie. Nic na to nie poradzę. Podobnie trudno byłoby mi je umyć brudną szmatką, bo zamiast czyścić, rozprowadzałabym brud po szybie. Cudów nie ma.

Oba modele bardzo fajnie wyglądają, więc miło na nie popatrzeć. Ale wiecie, co jest w nich najfajniejsze? To że zachwoują się jak żywe istoty. Chwilami nie mogę oprzeć się wrażeniu, że każdy z nich "myśli". Obserwuję, jak sobie świetnie radzą na moich oknach. Jak sprytnie wyznaczają trasę ruchu, wracają, zakręcają... Przypominam sobie sceny z "Gwiezdnych wojen". Zawsze miałam słabość do r2d2 i C-3PO. A "hoboty" to też roboty.

Strona dystrybutora polskiego, gdzie możecie zdobyć więcej informacji, to hobot.pl.

Strona producenta: www.hobot.com.tw.

W celu zakupienia sprzętu polecam zajrzeć do porównywarek cenowych, gdzie widać adresy konkretnych sklepów oferujących produkty marki Hobot. Ich liczba wciąż rośnie, a ceny podlegają drobnym wahaniom. Na portalu Ceneo.pl zobaczycie aktualne ceny dla modeli Hobot 188 i Hobot 268.

A tu możecie obejrzeć krótkie filmy przedstawiające pracę obu robotów. Wybaczcie jakość, ale kręciłam swoim smartfonem:

https://www.youtube.com/watch?v=Ep264LVTQDU

https://www.youtube.com/watch?v=jAj0pNa2zn0

 

KOMENTARZE
Relacje i testy video
TOP miesiąca
POLECAM W INTERNECIE
Jedyny w Polsce magazyn o nowych technologiach w domu
http://dominteligentny.pl
Inteligentnie i błyskotliwie napisany blog, dzięki któremu zrozumiałam, na czym polega praca architekta
http://www.prostyplan.pl
Tu można obejrzeć skrócone wersje moich programów telewizyjnych
http://www.domoplus.pl/nasze-programy/produkcje-domoplus
Świetny magazyn internetowy o designie, sztuce i architekturze
http://www.designboom.com